Facebook Instagram Pinterest

no pięknie!

Wcale nie trzeba wychodzić z biura, żeby zjeść lunch. Szybka kanapka zjedzona nad klawiaturą świetnie zaspokaja głód, a przy tym pozwala zaoszczędzić sporo cennego czasu. Porcja chińczczyzny też jeszcze nikomu nie zaszkodziła (o ile mamy sprawdzonego dostawcę); trzeba tylko uważać, żeby nie zrobić słodko-kwaśnych plam na ważnych dokumentach. Ostatecznie można nawet wybrać się do małego pomieszczenia szumnie nazywanego kuchnią i zjeść odgrzane w mikrofalówce pierogi, a przy okazji omówić kilka niecierpiących zwłoki kwestii z kolegą z biurka obok. Można. Tylko po co?

Można zjeść też normalny obiad. Wyjść z biura, odetchnąć świeżym powietrzem, powąchać kwiaty, zapomnieć o pracy i usiąść przy stole z ludźmi, których nie oglądamy w jarzeniowym świetle przez osiem godzin dziennie. Może być świeżo, kolorowo, pięknie. No pięknie!

Z tego założenia wyszły Maja i Julia, które postanowiły przywrócić tradycyjną przerwę na obiad i raz w tygodniu organizują lunch w prywatnym mieszkaniu. Dziewczyny wierzą, że zdrowa przerwa na posiłek to dobra inwestycja - do biura wracamy zrelaksowani i pełni energii na resztę dnia. Do stołu zasiadają z nimi znajomi i znajomi znajomych. Ostatnio dołączyłyśmy także my.

Przychodzimy trochę wcześniej, żeby przyjrzeć się przygotowaniom. Nawet, gdyby naszym ukrytym celem było przyłapanie dziewczyn na panicznym bieganiu wokół mieszkania i kompletnej dezorganizacji, nie miałybyśmy szans. Wszystko jest działa idealnie: Julia tarkuje białą rzodkiew na surówkę, Maja blenduje zielony groszek, w piekarniku dochodzą serniki, a każde pobrudzone naczynie natychmiast zostaje umyte. Kiedy zwracamy na to uwagę, dziewczyny śmieją się: Na wielkim stole rozstawiane są talerze, serwetki, dzbanki z wodą z liśćmi pokrzywy i lemoniadą. I piękne kwiaty.

Maja i Julia gotują od dawna i mimo tego, że od początku istnienia No Pięknie! wymyśliły już sporo różnych zestawów, nie narzekają na niemoc twórczą w tym zakresie. Dziewczyny przyznają, że w kuchni są raczej spontaniczne, a wymagające większej dawki precyzji pieczenie nie jest ich ulubionym zajęciem. W stronę piekarnika spoglądają z rozbawieniem, ale też lekkim niepokojem.

Słyszymy pierwszy dzwonek do drzwi, a za chwilę kolejne. Pokój wypełnia się uśmiechniętymi ludźmi, zaczynają się powitania, rozmowy, wybuchy śmiechu. Więkoszść gości przychodzi tu od dawna, niektórzy niemal regularnie, niektórzy są po raz pierwszy po dłuższej przerwie. Niektórzy znają się od dawna, inni właśnie się sobie przedstawiają. Siadamy do stołu, rozmawiamy o sobie, o jedzeniu, niektórzy plotkują o wspólnych znajomych, ktoś pokazuje zdjęcia z wakacji. Według No Pięknie!, .

Towarzystwo rzeczywiście jest miłe, ale jestem pewna, że ten posiłek uznałabym za równie smaczny, gdybym jadła go zamknięta w izolatce. Jest pysznie, prosto i domowo. Po skończeniu pierwszego talerza wiosennej zupy z młodych warzyw bardzo doceniam fakt, że tu, w przeciwieństwie do restauracji, można brać dokładki. Lekkie (i idealnie zielone) placuszki z cukinii świetnie smakują z pastą z zielonego groszku i fety. Mogłabym zjeść całą miskę chrupiącej surówki z selera naciowego, rzodkiewek, białej rzodkwi i rzeżuchy. Oczywiście zostawiam trochę dla innych, bo nowo poznani biesiadnicy okazują się naprawdę sympatyczni. Na stole pojawia się zaparzona w chemexie kawa i sernik, podawany z domową konfiurą z jeżyn. Mimo, że nie jestem wielką miłośniczką serników, mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że obawy o jego jakość były zupełnie bezpodstawne.

Kiedy wychodzimy, rozmowy przy stole wciąż się toczą. Wygląda na to, że komuś w końcu udało się wprowadzić w życie ideę wspólnego stołu, do którego od jakiegoś czasu próbują przekonać nas modne warszawskie kawiarnie. Faktycznie mamy duży stół, co więcej, siedzący przy nim ludzie rzeczywiście ze sobą rozmawiają, zamiast chować głowy w kasiążki czy laptopy. Pięknie. No pięknie!

Moje ulubione posty