Facebook Instagram Pinterest

Pieczone letnie warzywa

Pieczone warzywa to idealny pomysł na lekki lunch lub kolację. Spróbujcie pieczonych szparagów z pesto z bazylią i solą morską, młodych karczochów z dipem z fety i okrągłych cukinii z sosem z pieczonych pomidorów.

Oczywiście jeszcze wspanialej byłoby te warzywa przygotować na grillu, a posiłek zjeść w ogrodzie, nad jeziorem albo w parku. Niestety nie zawsze jest to możliwe. Przyczyn może być wiele, zaczynając od braku ogrodu, działki nad jeziorem lub grilla. Niespodziewane opady deszczu również mogą odstraszyć przed przygotowywaniem posiłku na świeżym powietrzu.

Kiedyś zrobienie grilla zostało mi uniemożliwione przez stado os. Podczas żeglarskich wojaży w Chorwacji przez cały dzień dzielnie patroszyłam zakupione na targu ryby, ośmiornice i kalmary, żeby wieczorem przygotować wszystko na grillu. Kiedy już udało nam się zacumować w malowniczej zatoczce, okazało się, że na jacht przyleciało mnóstow os i że musimy stamtąd uciekać. Ostatecznie spędziliśmy wieczór w marinie, w której nie można było robić grilla. Wszystkie kalmary i ośmiorniczki musiałam przygotować w jachtowym piekarniku.

Jaki jest morał tej histori? Chyba taki, że wszystko, co da się zgrillować, można również przygotować w piekarniku. Odwrotna zasada nie zawsze działa, ale w tym przypadku się sprawdzi. Przygotowałam te przepisy z myślą o pieczeniu, ale równie dobrze możecie zabrać warzywa na grilla.

Przepis: Szparagi z pesto z bazylii i soli morskiej

Porcja dla czterech osób
Składniki
  • pęczek szparagów
  • łyżeczka oliwy

Przepis: Pesto z bazylii i soli morskiej

Składniki
  • szklanka liści bazylii
  • 1/2 łyżeczki gruboziarnistej soli morskiej
  • 2 łyżki oliwy
Instrukcje
  • Zblendujcie bazylię z oliwą.
  • Dodajcie sól, wymieszajcie.
  • Włóżcie do lodówki na pół godziny.
  • Odetnijcie końcówki szparagów, wymieszajcie szparagi z oliwą.
  • Pieczcie w nagrzanym do 180 stopni piekarniku przez około 20 minut.
  • Podawajcie z pesto.

Przepis: Pieczone karczochy ze skwierczącym dipem z fety

Porcja dla czterech osób
Składniki
  • 4-6 młode karczochy
  • łyżeczka oliwy
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • łyżeczka skórki z cytryny

Przepis: Skwierczący dip z fety

Składniki
  • 1/2 szklanki pokruszonej fety
  • łyżeczka oliwy
  • 2 łyżki soku z cytryny
Instrukcje
  • Przygotujcie miskę z wodą zakwaszoną cytryną. Odsłonięte części karczochów od razu ciemnieją, ale można temu zapobiec, przechowując je w wodzie z cytryną. Każdego przekrojonego karczocha wkładajcie do wody i wyjmijcie dopiero tuż przed pieczeniem.
  • Grubą łodygę karczocha utnijcie przy nasadzie. Usuńcie twarde zewnętrzne liście. Przekrójcie karczochy na pół. Za pomocą łyżki usuńcie środkowe włókna. Bardzo młode karczochy mogą nie mieć włochatego środka.
  • Wymieszajcie karczochy z oliwą i sokiem z cytryny. Ułóżcie w naczyniu żaroodpornym, posypcie cytrynową skórką.
  • Pieczcie w nagrzanym do 200 stopni piekarniku przez około 25 minut.
  • Wymieszajcie fetę z oliwą i sokiem z cytryny.
  • Przełóżcie do kokilki i zapiekajcie razem z karczochami przez 20 minut.

Przepis: Pieczone okrągłe cukinie z sosem z pieczonych pomidorów

Porcja dla czterech osób
Składniki
  • 4 okrągłe cukinie
  • 1/2 łyżeczki płatków chili
  • łyżeczka oliwy

Przepis: Sos z pieczonych pomidorów

Składniki
  • 1/2 szklanki pomidorków koktajlowych
  • łyżeczka brązowego cukru
  • szczypta soli
Instrukcje
  • Pomidorki przekrójcie na pół, rozłóżcie na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Skropcie oliwą, pospycie solą i cukrem.
  • Pieczcie w nagrzanym do 150 stopni piekarniku przez około 45 minut.
  • Ostudzone pomidory zblenujcie na sos.
  • Cukinie przekrócie na pół, wymieszajcie z oliwą i ułóżcie na blasze. Posypcie płatkami chili.
  • Włóżcie do nagrzanego do 200 stopni piekarnika na około 35 minut.
  • Podawajcie z sosem pomidorowym.

Zupa pho

Pyszna, aromatyczna, rozgrzewająca. Wietnamska zupa pho to najlepsze lekarstwo na wiosenne przeziębienia i kiepski humor. Jak można się domyślić, modyfikacji i regionalnych wariacji dania jest mnóstwo. Ten przepis nie jest oryginalną recepturą, tylko moim sposobem na szybką i bardzo satysfakcjonującą miskę zupy.

Proponuję wersję z krewetkami, ale możecie zastąpić je np. cienkimi paskami wołowego rostbefu. Jeśli chcecie, żeby zupa była wegańska, użyjcie pokrojonego w kostki tofu. Zamiast mięty i kolendry możecie dodać swoje ulubione świeże zioła, a jeśli macie ochotę na coś ostrzejszego, doprawcie bulion sosem Sriracha.

Mieszkańcy północnej części Wietnamu jedzą zupę pho o każdej porze dnia, na południu serwuje się ją najczęściej w godzinach porannych. Na pierwszy rzut oka jedzenie zupy na śniadanie może wydać się trochę dziwne, ale warto spróbować - to naprawdę idealny początek dnia. Szczególnie w poniedziałki.

Przepis: Zupa pho

Porcja dla dwóch osób
Składniki
  • 4 szkanki domowego bulionu warzywnego
  • 1 cebula, obrana i przekrojona na pół
  • kawałek (ok. 5 cm) imbiru
  • jedna zielone papryczka chili
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 laski cynamonu
  • 2 gwiazdki anyżu
  • łyżeczka goździków
  • łyżeczka ziaren kolendry
  • łyżeczka ziaren kardamonu
  • łyżeczka brązowego cukru
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 1/4 szklanki soku z limonku
  • Do podania: ugotowany makaron ryżowy, surowe krewetki, zielone chili, limonka, świeża mięta i kolendra
Instrukcje
  • Podpieczcie imbir i cebulę nad płomieniem kuchenki.
  • W dużym garnku uprażcie cynamon, anyż, goździki, kolendrę i kardamon.
  • Dodajcie imbir, cebulę i chili, zalejcie bulionem.
  • Zagotujcie, zmniejszcie ogień, gotujcie na wolnym ogniu pod przykryciem przez godzinę.
  • Doprawcie cukrem, sosem sojowym i sokiem z limonki.
  • W każdej miseczce ułóżcie ugotowany makaron, surowe krewetki, ćwiartki limonki, posiekane chili, liście mięty i kolendry.
  • Zalejcie gorącym bulionem.

Flambeeria

Tarte flambée to tradycyjny alzacki placek wypiekany z ciasta chlebowego w opalanym drewnem piecu, w wersji najbardziej klasycznej z dodatkiem crème fraîche, boczku i cebuli. W tym przypadku słowo flambée nie ma nic współnego z flambirowaniem; odnosi się do płomieni ognia, które muskają ciasto w piecu - brzegi tarty powinny być co najmniej mocno pozłocone, a najlepiej lekko przypalone. Ten alzacki przysmak od niedawna można zjeść w centrum Warszawy, w lokalu o wiele mówiącej nazwie Flambéeria. Ze współtwórcami Flamberii, Agnieszką Wiewiórską i Krzysztofem Wołyńcem, rozmawiam o dobrym winie i sekretach wypiekania ciasta.

Tarte flambée to regionalne danie alzackie, ale sama Flambéeria nie jest restauracją z kuchnią alzacką.

Nie podejmujemy się próby przeniesienia Alzacji nad Wisłę. Alzacja i tarte flambée to tylko punkt wyjścia; lokal określilibyśmy raczej jako europejski ze wpływami z różnych krajów. Koncepcja została stworzona ze wspomnień z wielu kulinarnych podróży. Zespół tworzący Flambéerię to grupa bliższych i dalszych znajomych - każdy wniósł coś od siebie, swoje doświadczenia i inspiracje. Żeby było śmieszniej, z tarte flambée po raz pierwszy zetknęliśmy się nie we Francji, tylko w Kijowie i w Afryce Południowej.

Skąd pomysł na kartę opartą na alzackiej tarcie?

Tak naprawdę wszystko zaczęło się nie od ciasta, ale od wina. Naszą idée fixe przez długi czas było stworzenie miejsca, w którym będzie można napić się bardzo dobrego wina musującego w bardzo przystępnych cenach. Do tego chcieliśmy dodać ciekawą przekąskę i w którymś momencie pomyśleliśmy, że cieniutka tarta będzie idealne pasowała do wina musującego.

Potwierdzam, połączenie faktycznie jest genialne.

Niestety to był dopiero początek - okazało się, że odtworzenie ciasta wcale nie będzie takie proste. Na szczęście pojawił się Krzysztof, który jest ekspertem w dziedzinie ciasta chlebowego i naszym mistrzem tarte flambée.

Krzysztofie, skąd wzięła się u Ciebie pasja do ciasta?

Wszystko zaczęło się od innej pasji - mojej szaleńczej miłości do Włoch. Od zawsze wiedziałem, że Italia to moje miejsce. Przyjaciele uważają mnie za dziwaka, bo uznaję tylko jeden kierunek wakacyjnych wojaży - Włochy. Spędzam tam każdą wolną chwilę. Kilka lat temu postanowiłem wyjechać na dłużej. Chciałem zasmakować włoskiego życia i zdobyć doświadczenie, nie zakładałem, czy zostanę tam przez rok czy przez miesiąc. Ostatecznie mieszkałem w słonecznej Abruzji przez prawie cztery lata. Zacząłem od przygód z różnymi zawodami, od początku intrygowało mnie ciasto na pizzę i wszystkie tajniki dotyczące jego przygotowania. Pracowałem w kilku restauracjach, w końcu powierzono mi prowadzenie pizzerii. Wszystkie te miejsca były tradycyjne, uczciwe, kolacje jadali tu miejscowi.

Każdego dnia realizowałem moją miłość do Włoch. Pracę zaczynałem popołudniami, więc przedpołudnia spędzałem na adriatyckiej plaży. Każdy wieczór rozpoczynał się od rozpalania pieca, a kończył wypiekaniem chleba z resztek ciasta. Okazało się, że fizyczna praca przy piecu chlebowym - codzienne rąbanie drewna, wyrabianie ciasta, wynoszenie popiołu - jest dla mnie fascynująca i oczyszczająca.

Po powrocie do Polski starałem się skopiować część Włoch dla siebie samego. Dzień zaczynam od kawy z rogalikiem, nie jadam na śniadanie jajecznicy. Brakowało tylko ciepłego morza i pieca chlebowego. Na szczęście piec się znalazł, a tarte flambée okazała się ciekawym wyzwaniem.

Czy tarte flambée bardzo różni się od pizzy?

Na pierwszy rzut oka są podobne. Tarte flambée ma trochę inny kształt, jest cieńsza i krojona w inny sposób. Jednak jak zwykle jednak diabeł tkwi w szczegółach i stworzenie idealnego przepisu wymagało laboratoryjnych wręcz eksperymentów, testowania różnych rodzajów mąki, wielu prób i błędów. Składniki obu ciast są podobne - mąka, woda, drożdże, sól i oliwa, ale znalezienie idealnych proporcji i sposobu wyrabiania wymagało sporo pracy. Ciasto włoskie jest rozciągane za pomocą rąk, tutaj konieczne jest użycie wałka, ciasto musi być naprawdę cieniutkie. Musiałem mocno dyscyplinować się, żeby nie pójść w kierunku lepiej znanej mi pizzy.

Na szczęście udało się, receptura została spisana. Teraz dopracowaliśmy przepis na ciasto z mąki bezglutenowej.

Menu jest krótkie, ale świetnie skomponowane.

Na razie mamy dwie sałaty i kilka rodzajów tarte flambée. Pierwsza jest ukłonem w stronę alzackiej tradycji (klasyczne połączenie boczku i cebuli), pozostałe to luźne wariacje na temat. Bazą wszystkich wypieków jest crème fraîche, zmieniają się dodatki. Mamy np. pikantną tartę z chorizo i krewetkami, wersję z białą kiełbasą, ziemniakami i świeżym rozmarynem, gruszkę z gorgonzolą i kwiatami lawendą. Na razie dostępna jest jedna słodka pozycja, tarte flambée z jabłkami, cynamonem i brązowym cukrem, niedługo poszerzymy wybór. Karta nie jest obszerna, ale wszystkie połączenia przetestowaliśmy sami i dlatego polecamy je gościom.

No i jest obiecane wino musujące.

Przy winach kierowaliśmy się podobnym kluczem - wybraliśmy to, co sami sprawdziliśmy i co bardzo lubimy (testowaliśmy wina z równym zapałem, co ciasto). Oczywiście mamy wino musujące. Bardzo smakuje nam rześka i pobudzająca Glera, w wersji frizzante lub spumante. Przygotowaliśmy też koktajle na jej bazie. Mamy klasyczny Kir (znowu kombinujemy: francuski crème de cassis uzupełniamy włoskim winem), Mimozę i autorską wersja Bellini, z robionym przez nas chutneyem z nektarynek lub gruszek (w zależności od sezonu) z rozmarynem. Są też wina niemusujące - delikatne Flying Solo z Langwedocji i cięższe, pełniejsze wina włoskie. Na razie nie ma win alzackich, są za to koktajle na bazie mocniejszych alkoholi, piwo i cydr. Podobnie jak w przypadku jedzenia, oferta trunków to połączenie różnych doświadczeń, pomysłów i inspiracji.

Jeśli jeszcze nie jedliście tarte flambée, spróbujcie koniecznie. Osobiście, ku własnemu zaskoczeniu, zostałam fanką tej najprostszej, z boczkiem i cebulą. Z drugiej strony, boczek, cebula i śmietana to szaleńczo trafna kombinacja i idealny pomysł na zrekompensowanie sobie kiepskiej pogody za oknem. Co więcej, taka przyjemność raczej nie zrujnuje naszego budżetu - tarta klasyczna kosztuje 16 złotych, do tego kieliszek Glery w obiecanej dobrej cenie 8 złotych. Jak widać, może być i dobrze, i smacznie, i niedrogo. Moim zdaniem wino musujące powinno się pić przy każdej okazji. Niedawno odkryłam skandaliczne połączenie hot dogów z szampanem i wydawało mi się, że nie ma nic lepszego, ale teraz jestem skłonna przyznać, że cieniutka alzacka tarta i kieliszek Glery wypada jeszcze lepiej. Miejsce jest świetne na długie wieczory w gronie znajomych, na dzielenie się różnymi smakami tarte flambée i toasty wznoszone nektarynkowym lub gruszkowym FlamBellini. Tylko nie zapominajcie, że bąbelki bywają zdradzieckie!

Flambéeria, ul. Hoża 61, Warszawa

Sałatka grecka

Kiedy ostatnio jedliście sałatkę grecką? Osobiście na jakiś czas o niej zapomniałam, chyba próbując wyprzeć wspomnienia okropnej sałatki greckiej podawanej w barach w latach 90-tych: składała się w przeważającej części z poszatkowanej kapusty pekińskiej, dla niepoznaki zakrytej warstwą pokrojonych w kostkę pomidorów, ogórków oraz kiepskiej jakości oliwek i fety. W oryginalnej greckiej wersji żadna sałata nie występuje, a jej geniusz tkwi w doskonałych składnikach. Wystarczą soczyste pomidory, świeże ogórki, mięsiste oliwki, plaster prawdziwej greckiej fety i porządna oliwa - nie trzeba dodawać zielonych wypełniaczy ani zalewać całości winegretem. Moją sałatkę posypałam płatkami chili, w Grecji dodaje się świeże albo suszone oregano.

Przepis: Sałatka grecka

Porcja dla dwóch osób
Składniki
  • garść dobrych, dojrzałych pomidorów, mogą być różne rodzaje
  • 1/2 zielonego ogórka
  • garść greckich oliwek
  • 1/3 czerwonej cebuli
  • gruby plaster fety
  • oliwa
  • 1/2 łyżeczki płatków chili
Instrukcje
  • Pomidory, w zależności od wielkości, pokrójcie w plastry lub ćwiartki, ogórek w plastry, cebulę w pióra.
  • Ułóżcie wszystkie składniki na talerzu, skropcie oliwą, posypcie płatkami chili.
  • Możecie podawać jako samodzielne danie z grillowaną pitą albo jako dodatek do danie głównego.

Vongole w cydrze

Garnek parujących muli lub vongoli to danie całkiem efektowne, a jednocześnie tak proste i mało czasochłonne, że aż wydaje się to niezbyt uczciwe. Jeśli więc chcecie przygotować zapierającą dech w piersiach potrawę na randkę, rodzinną kolację lub większą imprezę, sięgnijcie po muszelki. Najczęściej gotuje się je w białym winie, ale świetnie smakują też z dodatkiem piwa lub cydru.

Przepis: Vongole w cydrze

Porcja dla dwóch osób
Składniki
  • 1 kg vongoli, umytych i oczyszczonych
  • 2 szalotki, pokrojone w kostkę
  • 3 ząbki czosnku, pokrojone w plastry
  • łyżka masła
  • 300 ml wytrawnego cydru
  • 2 łyżki posiekanej natki pietruszki
Instrukcje
  • W dużym garnku rozpuśćcie masło, podsmażcie czosnek i szalotkę.
  • Dodajcie vongole, wlejcie cydr, zwiększcie ogień i przykryjcie garnek.
  • Gotujcie przez około 5 minut, aż muszle się otworzą.
  • Posypcie natką pietruszki, podawajcie z pieczywem i szklaneczką cydru.
Poprzednia stronaNastępna strona