Facebook Instagram Pinterest

Tanjung Luar

Tanjung Luar, położony we wschodniej części indonezyjskiego Lomboku, to największe targowisko na wyspie. Targ zaczyna się bardzo wcześnie rano, zanim zrobi się nieznośnie gorąco i słonecznie. Ludzie przyjeżdżają z okolicznych wiosek skuterami, konnymi dorożkami albo stłoczeni na samochodowych przyczepach. Jest gwarno, tłoczno i kolorowo: najróżniejsze gatunki ryb, czasem w kolorowych wiadrach na bryłach nieubłagalnie roztapiającego się lodu, czasem po prostu na ziemi.

Balijski street food

Kuchnia balijska przypadła mi do gustu od pierwszego kęsa, a liczne stragany i wędrowni sprzedawcy kusili bogactwem smaków na każdym kroku i sprawili, że praktycznie nie przestawałam jeść. Oto moje ulubione balijskie dania:

1. sataje - czyli grillowane szaszłyczki. Tradycyjne indonezyjskie sataje to po prostu kawałki mięsa (najczęściej kurczaka lub wieprzowiny) grillowane na patyku, podane z pysznym sosem z orzeszków ziemnych. Balijska wersja, sate lilit, jest nieco bardziej wyrafinowana i składa się z mielonego mięsa (znowu kurczak lub wieprzowina) lub ryby (ku mojej radości często był to tuńczyk), świeżo startego kokosa i basa gede. Basa gede to absolutna podstawa balijskiej kuchni. Jest to tradycyjnie ucierana w moździerzu żółta pasta, którą robi się z korzenia kurkumy, galangalu, imbiru, papryczek chili, szalotek, czosnku, kolendry, goździków i gałki muszkatołowej.

2. nasi goreng - smażony ryż, czyli indonezyjski klasyk, prosty i bardzo smaczny. Dobry na śniadanie, obiad i kolację.

3. pepes ikan - ryba z dodatkiem basa gede, grillowana w liściach bananowca. Pyszna i satysfakcjonująca przekąska.

4. bakso ayam - jako wielka fanka wszelkich azjatyckich zup, nie mogłam przejść obojętnie obok wózka z pysznym rosołkiem z kurczaka.

5. ikan bakar - czyli po prostu ryba z grilla. Wiadomo, idealnie świeża ryba to świetna sprawa! Szczególnie, jeśli jest podana z balijskim sambalem - ostrym sosem z papryczek chili z dodatkiem szalotek, cukru kokosowego, trawy cytrynowej i soku z limonki.

6. lak lak pandan - jeśli chodzi o desery, zwykle zadowalałam się wspaniałymi, idealnie dojrzałymi owocami. Zakochałam się jednak w tych pysznych balijskich ciasteczkach z mąki ryżowej barwionych liśćmi pandanu, ze wspaniałym dodatkiem w postaci syropu z cukru kokosowego i świeżo startego kokosa.

7. es kelapa muda - najlepszy napój na świecie: miąższ i woda z młodego kokosa (która sama w sobie też jest jednym z najlepszych napojów na świecie), mleko skondensowane, lód i bardzo aromatyczny sok z limonki. Idealne orzeźwienie!

Canang Sari: Pokarm bogów

Canang sari to ofiary składane codziennie przez Balijczyków. Znajdziemy je wszędzie - nie tylko w publicznych i domowych świątyniach (tak, każdy dom ma własną świątynię), ale też na ulicy, przed sklepami, na skuterach i samochodach. Ofiary mają postać koszyczka wykonanego z liści palmy kokosowej i często zawierają element poczęstunku: ziarna ryżu, krakersy, cukierki a nawet kawę i papierosy. Leżą dosłownie wszędzie i łatwo przypadkowo na nie nadepnąć, ale na szczęście należą do sfery sacrum tylko do momentu wypalenia się kadzidełka. Później znowu stają się ziemskimi przedmiotami i są po prostu pięknymi śmieciami.

Bali i Lombok na zielono

Kilka szaleńczo zielonych widokówek z Bali i Lomboku. Obie wyspy charakteryzuje niezwykle bujna roślinność - wszystko dzięki żyznej wulkanicznej glebie. Dżungla, tarasy ryżowe, tropikalne kwiaty, palmy kokosowe, plantacje kawy, wanilii, goździków - tak soczyście zielone, że wręcz nierealne.

Kornwalia

Kornwalia jest piękna, trochę dzika i idealna na krótsze lub dłuższe wędrówki. Słynie z dramatycznych widoków, urokliwych rybackich miasteczek, bujnej roślinności i łagodnego, jak na Anglię, klimatu (są nawet palmy!) - dlatego szczególnie polecam odwiedzić ją jesienią lub wiosną. Ale, przede wszystkim, Kornwalia jest pyszna! Pomyślcie o perfekcyjnie świeżych owocach morza (kraby, ostrygi, homary), i dodajcie do tego dodajcie tradycyjne wyroby z lokalnych produktów.

Koniecznie zjedzcie:

1. cream tea, czyli tradycyjny podwieczorek: dzbanek gorącej herbaty, świeżo pieczone scone'y, domowa konfitura i clotted cream - kornwalijska śmietana, gęsta i tak tłusta, że w Stanach zaklasyfikowanoby ją jako masło. Cream tea to zwyczaj wywodzący się z Kornwalii i sąsiedniego Devonu. Podobno między hrabstwami trwa zagorzały spór o to, czy bułeczki powinno się najpierw smarować konfiturą, a potem śmietaną (Kornwalia) czy najpierw śmietaną, a potem konfiturą (Devon). Możecie przetestować oba warianty, a osobiście uważam, że najlepsza konfiguracja zależy od gęstości konfitury.

Scone'y z dodatkami są wszędzie; mi najbardziej smakowały na łące z widokiem na morze w Boscastle Farm Shop, niedaleko malowniczej rybackiej wioski Boscastle. Jak sama nazwa wskazuje, można kupić tu również produkty spożywcze od lokalnych producentów: warzywa i owoce, mięso, sery, przetwory, piwa i cydry.

2. mule w The Ferry Boat Inn, urokliwym pubie w niemniej urokliwej rybackiej wiosce nad rzeką Helford. Trochę trudno tam dojechać, trochę trudno zaparkować, ale stoliki tuż nad wodą i duży wybór świeżych ryb i owoców morza wynagrodzą Wam wszelkie trudności (szczególnie, jeśli to nie Wy siedzicie za kierownicą).

3. pasties, czyli pieczone pierogi z ciasta kruchego z wytrawnym nadzieniem, najczęściej z wołowiną i warzywami lub baraniną i miętą. Można kupić je praktycznie wszędzie, ale polecam Wam Pengenna Pasties, jeśli akurat znajdziecie się w okolicy. Mają trzy lokalizacje, w St. Ives, Tintagel i Bude. Przed sklepami zawsze jest kolejka, a ich pasties pyszne i niesamowicie sycące.

4. świeżutkiego homara, ostrygi lub kanapkę z krabem w Fresh from the Sea w Port Isaac. To urocza knajpka, w której można kupić też świeże ryby. Właściciele mają własną łodź rybacką, więc w nazwie lokalu nie ma ani odrobiny przesady. Dostaniecie ryby z porannego połowu, będzie pysznie!

Poprzednia stronaNastępna strona