Facebook Instagram Pinterest

Cereal Killer Cafe

Ponad 120 rodzajów płatków, które można łączyć z 30 rodzajami mleka i 20 różnymi dodatkami. Nawet, jeśli nie jesteście fanami płatków na śniadanie, musicie przyznać, że lokal specjalizujący się w tym porannym klasyku to ciekawa inicjatywa.

W londyńskim Cereal Killer Cafe znajdziecie szeroki wybór płatków amerykańskich i brytyjskich, a także zbożowe specjały Francji, Hiszpanii, Australii i Argentyny. Oprócz mleka krowiego (w wersji pełnotłustej, półtłustej i odtłuszczonej), dostępnych jest kilka rodzajów mleka roślinnego, np. owsiane, kokosowe i migdałowe, a dzięki różnym syropom możemy nadać mu smak owoców, masła orzechowego albo gumy balonowej.

Większość ludzi traci grunt pod nogami zaraz po zapoznaniu sie z dostępnymi opcjami, dlatego skomponowane przez właścicieli mieszanki płatków i mleka okazują się prawdziwym wybawieniem. Kompletnie nie znam się na płatkach, więc po chwili namysłu wybrałam połączenie o obiecującej nazwie "podwójna tęcza" i byłam całkiem zadowolona (było słodko i kolorowo, czego chcieć więcej?).

Na szczęście Cereal Killer Cafe serwuje również kawę, bo po takiej ilości cukru gorzkie espresso okazało się niezbędne.

Cereal Killer Cafe, 193 Brick Lane, Londyn

Look Mum No Hands!

Od dawna jestem fanką rowerowego szyku i oczami wyobraźni często oglądam siebie, mknącą ulicami miasta na stylowym rowerze, w długiej spódnicy, w butach na obcasie, może nawet bez banalnej bagietki w wiklinowym koszyku, za to obowiązkowo z rozwianymi włosami. W rzeczywistości rzadko wsiadam na rower, szczególnie w Londynie. W stolicy Wielkiej Brytanii do tradycyjnych problemów wynikających z barku znajomości przepisów drogowych dochodzą komplikacje związane z ruchem lewostronnym (nie żebym świetnie opanowała ruch prawostronny) oraz paniczny strach przed zderzeniem z piętrowym autobusem.

Na szczęście w Look Mum No Hands! świetnie odnajdą się zarówno miłośnicy dwóch kółek, jak i osoby, które jeżdżąc na rowerze nie potrafią oderwać rąk od kierownicy i chcą po prostu napić się porządnej kawy. Za jedną ladą znajdziemy ekspres do kawy i gablotę z ciastkami, za drugą - w pełni wyposażony serwis rowerowy. Kawa jest naprawdę dobra, wnętrze przestronne, a atmosfera przyjazna i niezobowiązująca. Niestety nie mogę nic powiedzieć o serwisie rowerowym, ponieważ tym razem nie skorzystałam z jego usług.

Polecam śniadania - obok klasycznego angielskiego śniadania znajdziemy kilka wariacji na temat jajek, owsiankę, słodkie wypieki i świetne grzanki z pieczonymi z tymiankiem pieczarkami portobello. To dobre miejsce również na lunch albo wieczorne piwo lub wino.

Look Mum No Hands!, 49 Old Street, Londyn

Być Może

Być może macie w Warszawie ulubione miejsce na kawę i świeżo upieczone pieczywo. Być może ciągle takiego poszukujecie. Kilka miesięcy temu w zabytkowej kamiennicy przy placu Unii Lubelskiej otworzyła się "francuska bistro-kawiarnia" Być Może. W tym miejscu mieścił się kiedyś pierwszy salon Klubu Międzynarodowej Prasy i Książki, w którym warszawiacy po raz pierwszy mieli możliwość napicia się kawy w księgarni. Jeśli tak jak my jesteście fanami pieczywa, trafiliście pod właściwy adres. Z pieca codziennie wychodzi chleb orzechowy, na zakwasie, bezglutenowy, z dynią, pszenny we wszystkich możliwych kombinacjach, a do tego bagietki, croissanty, tarty i każdego dnia inne słodkie wypieki. Jeśli unikacie pieczywa jak ognia (albo chociaż próbujecie unikać), pozostaje Wam lunch, przygotowywany z lokalnych składników (można trafić na takie cuda, jak chłodnik z arbuza albo kalmary z warzywami). Jeśli i to Was nie przekonuje, mamy argument ostateczny. Wino. Dużo wina. Z Włoch, Francji, Hiszpanii. I jak, przekonani?

ul. Bagatela 14, Warszawa

Czuła Buła

W sercu Starego Mokotowa, między blokami, ukryta jest maleńka kawiarenka, Czuła Buła. W menu śniadania, kanapki, sałaty, lemoniady i oczywiście kawa. Urocze miejsce, gdzie można rozpocząć dzień od jaglanki (kaszy jaglanej z dodatkami) i filiżanki cappuccino. Polecamy, bo czy dzień, który zaczyna się od czułości, może być nieudany?

ul. Narbutta 16, Warszawa

Kofi Brand

O naprawdę dobrej kawie rozmawiamy z Anią Oleksak, współzałożycielką mikropalarni kawy Kofi Brand. Jeśli nie wyobrażacie sobie kawy bez mleka i słodkiego syropu, dowiedzcie się, jakie mogą być powody dla których nie lubicie czarnej kawy.

Czym Wasza kawa różni się od innych?

Różnice zaczynają się już na etapie surowca. My pracujemy tylko na kawach speciality, czyli kawach wysokiej jakości. Kawa to ciekawy produkt, bo na jej smak i jakość wpływa ogromna liczba czynników.

Pierwszym wyróżnikiem jest gatunek. Kawa ma dwa podstawowe gatunki przeznaczone do konsumpcji - arabica i robusta. My pracujemy tylko na kawach arabica, które są mniej gorzkie i mają bogatsze walory aromatyczne, które przekładają się na ogólne odczucie, które nazywamy smakiem. Wśród arabik też są kawy lepszej i gorszej jakości. Zaczyna się to na poziomie samej odmiany, np. ceniony Bourbon albo gorszy Catimor, który jest hybrydą arabiki i robusty. Co więcej, te same odmiany mogą być uprawiane w lepszych albo w gorszych warunkach. Są farmy, które mają bardziej korzystne warunki do uprawy, np. są położone wyżej (co często, ale nie zawsze jest lepsze dla kawowych upraw), mają bardziej stabilny klimat, bogatszą glebę. Jak w przypadku każdego produktu roślinnego, naturalnego, tych czynników jest bardzo wiele. My staramy się dotrzeć do farmerów, którzy mają najlepszą kawę.

Skąd pochodzi Wasza kawa?

Najlepiej, najciekawiej i najsmaczniej jest, jeśli możemy pojechać do jakiegoś kraju, spotkać się z farmerem, zobaczyć, jak kawa tam rośnie, w jaki sposób jest pozyskiwana i obrabiana. W tym roku byliśmy w Gwatemali i w Salwadorze, w zeszłym roku Konrad [Oleksak, mąż i wspólnik Ani] odwiedził Etiopię.

Handel bezpośredni to wciąż stosunkowo nowy trend. Kiedyś kawę można było kupić tylko na giełdach. Pośrednicy skupowali i sprzedawali kawę, a ceny były ustalane przez giełdę. My obchodzimy ten element łańcucha, docieramy bezpośrednio do farmera, sami negocjujemy ceny. Dzięki temu możemy mieć kawy wyjątkowe. Osobiste rozmowy dają nam pewność, że dostajemy tę najlepszą filiżankę.

Współpracujemy też z importerami kaw speciality, do których mamy zaufanie. Wiemy, że nasza kawa ma pełną historię pochodzenia - z jakiej farmy pochodzi, w jakim młynie była obrobiona, jaką drogę przeszła do nas. Dzięki temu możemy być pewni jej jakości. Oczywiście ostatecznie potwierdza to cupping, czyli degustacja.

Czy sposób palenia kawy ma duże znaczenie?

Każdy surowiec można zepsuć poprzez niewłaściwe palenie. Palarnie często palą ziarna zbyt długo, zbyt ciemno, w bardzo wysokich temperaturach. Jeżeli chodzi o rynek przemysłowy, jest to zabieg celowy - spalona kawa jest powtarzalna. Trochę tak jak z mięsem. Jeśli weźmiemy kawałek wołowiny, wieprzowiny i cielęciny, a potem spalimy je wszystkie na węgiel, to każda porcja też będzie smakowała tak samo. Smak będzie powtarzalny - będzie to smak spalonego mięsa.

Kawa naturalnie jest kwaskowata. Ludzie reagują na kwaskowatość różnie, przede wszystkim dlatego, że nie są do niej przyzwyczajeni. Kojarzą kawę z gorzkim, gęstym naparem, a nie z owocami. Natomiast te kawy, które najbardziej nas zachwycają, smakują truskawkami, ananasami, porzeczkami, kwiatami. To wszytsko można wyczuć w filiżance, szczególnie w kawach zaparzonych alternatywnymi metodami.

To, co kojarzymy ze smakiem kawy, to często smak złej kawy: która ma dużo defektów, jest przepalona, ma smak gorzki, drewniany, koniecznie trzeba dodać do niej mleko, które złagodzi i zbalansuje smak. Kwaskowatość jest konieczna, żeby kawa była płaska i nudna. Ja też jeszcze jakiś czas temu piłam kawę z mlekiem, z bitą śmietaną, uważałam, że kawa z sieciówek jest najlepsza na świecie. Kiedy testujemy, porównujemy różne kawy, smak się rozwija. Zawsze im więcej próbujemy, tym bardziej paleta smaków otwiera się. Tak też jest z kawą. Kawa to bardzo ciekawy produkt, ma chyba najwięcej aromatów ze wszystkich. Wino to około 600 armoatów, miód ma już 800, a kawa ponad 1000.

Gdzie można napić się Waszej kawy?

Mamy coraz więcej klientów indywidualnych, którzy po prostu kupują sobie kawę do domu, ale naszymi głównymi odbiorcami są kawiarnie. Lubimy z nimi współpracować, bo to miejsca, dla których kawa jest ważna. Ze sprzedawaniem takiej kawy wiąże się pewien wysiłek. Trzeba umieć ją dobrze zrobić, wytłumaczyć, dlaczego smakuje inaczej i że właśnie tak powinna smakować. Mamy szczęście pracować z ludźmi, dla których prowadzenie lokalu jest pasją. Na razie są to głównie warszawskie kawiarnie, ale mamy coraz więcej klientów w innych miastach, np. w Opolu, w Gliwicach, w Poznaniu, w Gdańsku.

Podajecie kawę też na miejscu.

Zaskoczyło nas to, jak wielu ludzi zaczęło tu przychodzić. Z założenia mieliśmy być po prostu palarnią. Kawiarnia powstała niejako przy okazji - postanowiliśmy wykorzystać tę przestrzeń, żeby prezentować nasz produkt.

Na początku nie mieliśmy obsługi, kawę robił ten, kto był akurat w pobliżu. Większość osób, które planują otwarcie kawiarni, ma z góry ustalone, że chcą podawać espresso, cappuccino i latte, z takim syropem i z takimi dodatkami. My sprzedawaliśmy to, co akurat mieliśmy. Ktoś przychodził, chciał coś kupić, a my mieliśmy tylko kawę z aeropressu i tylko Kenię. Dzięki temu splotowi okoliczności, wyedukowaliśmy klientów. Teraz sprzedajemy więcej kaw czarnych niż mlecznych i więcej kaw przelewowych niż espresso. Nie robiłam badań, ale podejrzewam, że nie ma drugiego takiego miejsca w Polsce.

Jeśli nadal jesteście głodni kawowej wiedzy, odwiedźcie Kofi Brand i przy filiżance niepłaskiej i niegorzkiej kawy wysłuchajcie któregokolwiek z pracowników. Ania dzieli się swoją kawową wiedzą także na blogu Coffee Dilemma.

Kofi Brand, ul. Mińska 25, Warszawa

Poprzednia strona