Facebook Instagram Pinterest

Barcelona

Jeden dzień w Barcelonie, czyli szybki przystanek po drodze do Portugalii (tak, lecieliśmy do Porto przez Lublin i Barcelonę - to długa historia). Na szczęście nie był to mój pierwszy raz w tym mieście. Krótki pobyt spędziliśmy na długich spacerach w pełnym słońcu oraz licznych przystankach na kawę, cavę, sangrię na bazie cavy i przekąski.

Na (późne) śniadanie polecam Wam Brunch&Cake. Jak można się domyślić, nie jest to typowo hiszpański lokal, ale jedzenie jest pyszne i oparte na lokalnych składnikach. Granja La Pallaresa to natomiast idealne miejsce na porcyjkę chrupiących churros z gęstą gorącą czekoladą.

Wieczorem koleżanka zabrała nas do Bar del Pla na tapas i wino. Jedzenie było przepyszne, ale podobno nie był to jej pierwszy wybór - byliśmy tam w poniedziałek, kiedy wiele lokali jest zamkniętych. Możecie wziąć to pod uwagę, jeśli planujecie kulinarną wycieczkę do Barcelony, ale osobiście uważam, że nawet w nieszczęsne poniedziałki uda się znaleźć jakieś super miejsce. Zjedliśmy bardzo dużo pysznych rzeczy: talerz jamon serrano, grillowaną ośmiornicę, patatas bravas, niesamowite krokieciki z kalmarami, deskę lokalnych serów i crema catalana. Połowy przekąseczek nie pamiętam i niestety nie mam żadnych zdjęć, bo oczywiście było bardzo ciemno.

Brunch&Cake, Carrer Enric Granados 19

Granja La Pallaresa, Carrer de Petritxol 11

Bar del Pla, Carrer Montcada 2

Bristol

Szybki weekend w Bristolu: Banksy, katedra, Clifton Suspension Bridge w wąwozie Avon i niedzielny brunch w Bakers & Co.

Bakers & Co. to idealne miejsce dla wszystkich fanów brunchu. Szczególnie polecam dzikiego pstrąga marynowanego w burakach, z placuszkami z cukinii, jajkami w koszulkach, limonką i chili. Godna uwagi jest też luksusowa wersja tradycyjnego angielskiego śniadania, z wędzonym bekonem, kiełbaską przygotowywaną z dodatkiem fenkułu i czarnego pieprzu, kaczym jajkiem na twardo, wolno pieczonymi pomidorami i tostem z wypiekanego na miejscu chleba na zakwasie.

Aldeburgh

Nie będę udawać, że Aldeburgh w hrabstwie Suffolk jest najbardziej ekscytującym miejscem na ziemi. Przyjemna kamienista plaża, stary urok nadmorskiego miasteczka i naprawdę znakomita ryba z frytkami wystarczą jednak na jednodniowy wypad lub weekendowy odpoczynek.

Aldeburgh Fish & Chip Shop to rodzinna firma, która istnieje od 1967 roku. Właściciele mają obecnie trzy lokale w Aldeburgh i przed każdym z nich ustawiają się kolejki głodnych amatorów świeżej ryby w grubej panierce i chrupiących frytek z lokalnych ziemniaków. Ważną zaletą miejsca są też świetne ceny.

Oczywiście taka przekąska najlepiej smakuje na plaży. Trzeba tylko uważać na innych amatorów specjałów z Alderburgh, czyli na żarłoczne mewy. Osobiście boję się wszystkich ptaków (wspomnicie moje słowa, kiedy nadejdzie ptasia apokalipsa), ale te mewy chyba naprawdę są bardziej zuchwałe od innych.

Punting w Cambirdge

Dlaczego wpis o puntingu ilustruje zdjęcie ludzi, którzy robią sobie przerwę? Bo to naprawdę ciężka praca. Odpychanie się od dna ciężkim kijem wymaga dobrej równowagi, odrobiny siły i całkiem sporo wytrwałości.

Punty w Cambridge są dosyć podobne do weneckich gondoli - to wąskie, płaskodenne łódki, którymi steruje się za pomocą długiego kija. Po polsku sensownym odpowiednikiem jest chyba "pychówka". Zawsze wydawało mi się, że to kiepska atrakcja turystyczna i ani podczas wizyty w Wenecji, ani zaraz po przeprowadzce do Cambridge, nie miałam ochoty na zwiedzanie miasta od strony wody. W końcu jednak spróbowałam i nawet, jeśli jest to turystyczna atrakcja, to na pewno nie kiepska.

Jeśli nie jesteście na tyle zdeterminowani, żeby puntować samodzielnie, możecie zdecydować się na wycieczkę z przewodnikiem. Koniecznie weźcie ze sobą jakieś przekąski i butelkę prosecco, bo wszyscy tak robią i jeśli nie zaopatrzycie się w bąbelki, na widok na wznoszących toasty wycieczkowiczów z innych łodzi zrobi się Wam przykro. Taka wycieczka to naprawdę dobry sposób na zwiedzanie Cambridge; z rzeki możecie obejrzeć sobie tereny college'y, które normalnie są niedostępne. Punterzy opowiadają różne historyjki z życia miasta i uniwersytetu. Dowiecie się na przykład, że w Cambridge również znajduje się Most Westchnień, niespecjalnie podobny do weneckiego oryginału. Podobno królowa Wiktoria stwierdziła, że most przypomina ten w Wenecji, a nikt nie ośmielił się jej sprzeciwić z obawy przed utratą głowy.

Samodzielne puntowanie też jest fajne! Na początku trochę trudno utrzymac równowagę, ale skoro mi się udało, to może udać się każdemu. Na takę wycieczkę polecam kosz piknikowy i przenośnego grilla (oraz, tradycyjnie, butelkę prosecco). Możecie popłynąć w przeciwnym kierunku, do pobliskiej wsi, Grantchester. Po drodze czekają na Was łąki, przy których można zatrzymać się i rozpalić grilla, a na miejscu tradycyjna angielska herbata serwowana w sadzie.

Self-punting is fun as well! It does require a good sense of balance, especially in the beginning, but I managed, so anyone will manage. Take a picnic basket and a portable grill. You can punt to Grantchester, a nearby village. There are lovely meadows on the way, perfect for a BBQ break and a cream tea in orchard when you reach the destination.

5 najlepszych miejsc w Amsterdamie

Oczywiście nie zamierzam nikomu rekomendować prostytutek ani narkotyków. Nie będę też skupiała się na muzeach, bo o tym możecie przeczytać w przewodniku (nawiasem mówiąc, byłam w Muzeum Van Gogha, w Rijksmuseum i w centrum nauki NEMO - każde z tych miejsc polecem). Chciałabym Wam natomiast polecić moje ulubione amsterdamskie miejsca.

Nie jestem jakimś amsterdamskim ekspertem, więc tytuł "najlepsze miejsca" jest trochę na wyrost. Po prostu byłam tu kilka razy, ostatnio pod koniec lutego, i chciałabym pokazać Wam miejsca, które lubię. Poza tym, pamiętajcie o frytkach i stroopwaflach, spróbujcie kuchni indonezyjskiej i przejedźcie się holenderskim rowerem.

1. Cafe Winkel 43

Najlepsza szarlotka, jaką w życiu jadłam. To stwierdzenie chyba powinno wystarczyć. Koniecznie zjedzcie szarlotkę. Amsterdamczycy zajadają się pieczoną na miejscu szarlotką z bitą śmietaną, radośnie popijając ją herbatką ze świeżej mięty. Też tak róbcie! Na pewno nie pożałujecie.

2. De Brabantse Aap

Mój ulubiony pub w Amsterdamie. Pubów i barów jest w Amsterdamie naprawdę sporo i właściwie większość z nich oferuje klimatyczne wnętrze i porządny wybór piw. De Brabantse Aap został moim ulubionym pubem bez specjalnego powodu, chyba głównie dlatego, że był po drodze. Podczas ostatniej wizyty w Amsterdamie uzmysłowiłam sobie jednak, że jakiś powód jest: trio wspaniałych piw warzonych w lokalnym mikrobrowarze. Oczywiście nie jestem piwoszem-ekspertem, ale zaryzykuję stwierdzenie, że pszeniczna Witte Antonia mistrzostwo świata. Do piwa można zamówić sobie przekąski, które mistrzostwem świata może nie są, ale godnie reprezentują poziom gastronomiczny Holandii. W zestawie przekąsek znajdziecie holenderskie sery i bitterballen, czyli tutejszy barowy klasyk - mięsne kuleczki serwowane z musztardą.

3. Spiegelkwartier, czyli sklepy ze starociami

Jeśli kolekcjonujecie antyki lub dzieła sztuki, to miejsce będzie dla Was idealne. Osobiście nie kolekcjonuję żadnej z tych rzeczy (czasami tylko lubię kupić sobie zardzewiałą łyżeczkę albo obtłuczony talerz), ale uwielbiam je oglądać. Małe galerie sztuki i sklepy z antykami ciągną się wzdłuż Nieuwe Spiegelstraat od Rijksmuseum prawie do targu kwiatowego.

4. Amsterdam-Noord

Klasyczna historia: zapomniana dzielnica odradza się jako alternatywne centrum artystyczne. Jest miło: urocze wiejskie domki kontrastują z nowoczesnymi budowlami (jak EYE, budynek Holenderskiego Instytutu Filmowego), a puste przestrzenie zapełniają się hipsterskimi knajpkami. Kolejna dobra wiadomość dla wielbicieli staroci: raz w miesiącu odbywa się tu IJ-Hallen - ogromny targ staroci, podobno największy w Europie (ale to informacja ze strony rzeczonego targu, więc nie biorę za nią odpowiedzialności; w każdym razie można spodziewać się około 750 wystawców). Północna część Amsterdamu jest oddzielona od centrum jeziorem IJ. Najłatwiej dostać się tu promem, które za darmo kursują spod głównego dworca.

5. Dowolna budka serwująca śledzia

Oczywiście wszyscy sugerują, żeby zjeść surowego śledzia z ulicznej budki. Oczywiście Holendrzy jedzą surowe śledzie od 600 lat, więc warto spróbować. Oczywiście sama idea jak najbardziej do mnie przemawiała, ale w kluczowym momencie zawsze decydowałam się na skonsumowanie czegoś innego. Tradycyjnego śledzia z ogórkiem i cebulką zjadłam dopiero w tym roku i muszę przyznać, że niepotrzebnie tak długo zwlekałam, bo okazał się naprawdę smaczny. Jest dostępny w wersji solo albo w bułce - coś w rodzaju rybnego hot doga. Nie bójcie się!

Poprzednia strona